Kraków – miasto, w którym ulice pamiętają zarówno średniowiecznych minstreli, jak i współczesnych awangardzistów. To właśnie tam, na przestrzeni pokoleń, rodzą się głosy muzyczne, które śmiało kwestionują tradycję. Jednym z takich wybuchowych zjawisk stał się zespół „Hańba!” – energiczny krakowski kolektyw, który w 2014 roku oszołomił zarówno jury, jak i publiczność festiwalu „Nowa Tradycja”. Ich muzyka to odważny eksperyment, w którym krakowski punk rock spotkał się z folkiem ulicy, a akcja została przeniesiona w burzliwy okres Sanacji, pisze krakow-trend.eu.
Ten dźwiękowy teatr protestu, pełen robotniczej wściekłości i ironii wobec międzywojennej Polski, brzmiał, jakby przeszłość sama wstała z bruku Starego Miasta. Nazwa zespołu, „Hańba!”, rozbrzmiewała niczym krzyk sprzeciwu, muzycy stali się prawdziwą sensacją polskiej sceny, a sława o ich ulicznej orkiestrze rozeszła się daleko poza granice Krakowa.
Gdzie rodzą się buntownicy?

Nazwa „Hańba!” zabrzmiała jak wyrok wydany na epokę obłudnej moralności i niesprawiedliwości społecznej. Muzycy wybrali polskie zawołanie, będące odpowiednikiem angielskiego „sweet Fanny Adams”, czyli „nic, figa z makiem!”, co doskonale oddawało sarkastyczny i buntowniczy ducha grupy. Nazywano ich czasem „folk kabaretem”, ale krytycy uważają, że to określenie zbyt wąskie dla ich twórczości.
Zespół uformował się w 2013 roku w Krakowie – mieście, gdzie tradycja i protest zawsze szły w parze. Andrzej Zamenhoff, Adam Sobolewski, Ignacy Woland oraz Wiesław Król pochodzili z różnych światów muzycznych: niektórzy grali folk w „Bumtralala i Południca!”, inni punk w „Ziemniakach” lub indie rock, a nawet metal. Razem stworzyli kreatywny kolektyw, który śpiewał na wiele głosów, budując efekt masowego chóru protestu.
Punk z przeszłości

Pierwszy koncert „Hańby!” odbył się w marcu 2013 roku w Krakowie. Później do uczestników na scenie dołączali czasem Scotia Gilroy z zespołu „Vladimirska” oraz Krakowski Chór Rewolucyjny, który dodawał występom jeszcze większej energii i teatralności. Początkowo grupa była kreowana jako fikcyjny uliczny band z czasów międzywojennej Polski. Postaciami, w które wcielili się muzycy, byli poeci i artyści wędrujący w latach 30. po kamiennych ulicach Krakowa i Warszawy, występujący na bazarach i na podwórkach fabryk, aby wyszydzić zło, chciwość i nienawiść, które zatruwały społeczeństwo. Członkowie zespołu nawet stroje dobrali pod tę konwencję.
Ich muzyka stała się teatrem gniewu, ironii i współczucia, w której czuć było ducha protestu z przeszłości, ale z pulsem teraźniejszości. W twórczości grupy liryka była nie tylko dekoracją, lecz fundamentem. Pieśń dedykowana prezydentowi Gabrielowi Narutowiczowi emanowała szacunkiem i żałobą, a teksty, stworzone na podstawie wierszy Jana Brzechwy i Juliana Tuwima, wyróżniały się humorem i ostrą krytyką społeczną.
Kiedy ulice przemówiły muzyką

Wkrótce po debiutanckim koncercie zespół wydał swój pierwszy album „Figa z makiem”, który słuchacze okrzyknęli manifestem. Sześć utworów, stworzonych w warunkach domowych, brzmiało, jakby zostały odnalezione w kurzu starej płyty gramofonowej z lat 30. Te piosenki emanowały robotniczym gniewem, ale i poetycką czułością dla zwykłych ludzi, którzy próbowali przetrwać między państwowymi hasłami a rzeczywistością.
„Figa z makiem” otworzyła słuchaczom niesamowity świat, gdzie punk rock i folklor nie kłóciły się ze sobą, lecz tworzyły wspólny język ulicznego protestu. W manifeście muzycy jasno określili swoje stanowisko: „Nie kłaniamy się nikomu, odrzucamy sanację, a komunizm nas mdli, nie ufamy nacjonalistom. Dla każdego z osobna – mamy «Figę z makiem».”
Małe albumy – wielka rewolucja

Sukces sceniczny dał impuls do stworzenia nowych „dzieł”. W 2014 roku członkowie zespołu nagrali kolejne dwa krótkie, ale wyraziste albumy – „Prosto w serce” i „Guma i gówno”. Wydawnictwo „Prosto w serce” udowodniło, że muzyka może być jednocześnie satyrą i reportażem społecznym. Poezja znów zyskała muzyczny wyraz – w zwrotkach i refrenach, które przypominały przedwojenne marsze i uliczne okrzyki. Słuchacze nazywali go albumem o celności i szczerości; był to silny cios wymierzony w obłudę i obojętność.
Z kolei album „Guma i gówno” przypominał raczej uliczną gazetę, czytaną przy akompaniamencie tuby i bębna. Jego brzmienie było ostrzejsze, teksty – bardziej kąśliwe, a obrazowość – żywsza. Członkowie „Hańby!” obrali za temat zgniłą moralność i tanią rozrywkę, przekształcając je w gniewną satyrę. W tym albumie grupa ostatecznie dopracowała swój styl: rytm przypominał marsz protestu, a śpiew był zbliżony do wykrzykiwanych haseł.
Nowe sukcesy i nagrody

Minęło kilka lat, a muzycy „Hańby!” weszli w drugie dziesięciolecie jako zjawisko dojrzałe. Ich muzyka nie była już tylko artystyczną rekonstrukcją przeszłości. Granice między fikcyjnym ulicznym zespołem z lat 30. a realiami XXI wieku zaczęły się zacierać: historyczne stroje, wiersze i hasła starej Polski niespodziewanie odbiły oblicze współczesnego społeczeństwa z jego lękami, kryzysami, bezrobociem i nowymi formami oporu.
Ten paradoksalny efekt przyniósł zespołowi jedno z najbardziej prestiżowych wyróżnień kulturalnych w Polsce – nagrodę „Paszport Polityki”. Jury doceniło muzyków „za niesamowitą siłę rażenia muzyczno-literacko-politycznej rekonstrukcji, która twórczo wskrzesza folkowe i punkowe formuły, jednocześnie celnie opisując konflikty i zagrożenia we współczesnej Polsce”. „Hańba!” niejako przywróciła żywe połączenie między głosem robotnika z międzywojnia a protestem człowieka z XXI wieku.
Nagrania na jednym oddechu

W 2014 roku zespół wziął udział w projekcie społecznym „Granie ze Społem”. Rezultatem był wspólny album „Zespolenie”, do którego muzycy „Hańby!” dodali piosenkę „Do pracy” – szczerą, nieco ironiczną i ludzką. W tym samym roku grupa zdobyła kolejne znaczące uznanie – nagrodę specjalną im. Czesława Niemena na prestiżowym konkursie muzyki ludowej Polskiego Radia „Nowa Tradycja”, gdzie jury doceniło „odważną ideę artystyczną i wyrazistość wykonania”. W nieoficjalnym rankingu dziennikarzy muzycznych portalu „Folk24.pl” członkowie zespołu zdobyli wyróżnienia „Artysta Roku 2014” i „Debiutant Roku”, a ich przyszły album stał się najbardziej oczekiwanym wydarzeniem następnego sezonu.
Od tego czasu kolektyw zaczął aktywnie koncertować także poza Polską. Występy w Niemczech i Czechach gromadziły tłumy, a publiczność zachwycała zarówno sceniczna energia, jak i szczerość przekazu. W Polsce natomiast piosenki „Hańby!” stały się prawdziwą festiwalową sensacją: można je było posłuchać na „Skrzyżowaniu Kultur” w Warszawie, „Mikołajki Folkowe” w Lublinie czy „Slot Art Festival” w Luboniu. Wszędzie – wiwatujące okrzyki, podniesione ręce i wrażenie, że stara polska ulica ożyła wprost na scenie.
Punk rock nowej formacji

Przełomowy w twórczości zespołu okazał się album „Będą bić!”, który ukazał się w 2017 roku. W nim członkowie „Hańby!” nie tylko rekonstruowali międzywojenną atmosferę, ale wykorzystali ją jako lustro współczesności. Album wydawał się głosem z przeszłości, który ostrzegał przed powtórzeniem starych błędów. Piosenki brzmiały z większym rozmachem, bardziej dramatycznie. Zespół opowiadał historie, które wykraczały poza konkretny czas i przestrzeń. Muzycy śmiało łączyli teksty dokumentalne, cytaty z gazet, poezję i własne utwory, tworząc coś w rodzaju dźwiękowej kroniki międzywojennej Europy.
Jako proroczy fani grupy nazwali piąty album, który ukazał się w 2020 roku. Jego nazwa – „Kryzys” – stała się symbolem czasu: pandemia, polityczne spory, społeczne zmęczenie. I choć kompozycje ponownie stylizowano na lata 30., brzmienie nabrało nowej wagi: więcej w nim było niepokoju, ciszy między akordami i ludzkiego bólu. To nie była już tylko kontynuacja historii fikcyjnego zespołu, ale prawdziwa muzyczna kronika współczesności, która przemówiła głosem przeszłości.
Dziedzictwo, które się nie starzeje
Każdy album „Hańby!” to nie tylko zbiór piosenek, ale mały teatr historyczny, gdzie dźwięk stawał się dokumentem, a słowa – bronią. Ci muzycy stworzyli własną kronikę Polski – zmyśloną, ale niezwykle prawdziwą. „Hańba!” stała się jednym z najjaśniejszych symboli muzycznego Krakowa – miasta, gdzie tradycja zawsze żyje obok awangardy. Ich twórczość dowiodła, że z historycznego materiału można tworzyć muzykę, która trafia prosto w sedno teraźniejszości. Właśnie dzięki takim zespołom Kraków po raz kolejny potwierdził swoją reputację centrum kultury, gdzie twórcze eksperymenty i pamięć o przeszłości łączą się w żywy, niewyczerpany dźwięk sztuki.





