Oni są Kolumbijczykami, ona jest Wenezuelką. Co dziwne, to ukraińska muzyka ich połączyła. Mowa o zespole „Los Iankovers”, który jest znany prawie na całym świecie dzięki temu, że koncerty muzyków odbywają się na ulicach różnych krajów. Kiedyś zdobyli także serca mieszkańców Krakowa. Jak to się stało, przeczytaj dalej na stronie krakow-trend.eu.
„Emigracja” ukraińskich piosenek do Kolumbii

„Los Iankovers” to dziecko Ianko Bogdana Peñaforta – Kolumbijczyka o ukraińskich korzeniach, który zainicjował powstanie zespołu. Ale o wszystkim to stopniowo, najpierw o samym Ianko.
Chłopak urodził się w Kolumbii. I mimo że między tym krajem a naszym państwem jest ponad dziesięć tysięcy kilometrów, nitka, która łączyła Ianko bezpośrednio z Ukrainą, zawsze była obecna. Mowa o mamie – zrodzonej w Kijowie kobiecie, która na początku lat 90. przeniosła się do Bogoty. Powodem tak dalekiej podróży było rozpoczęcie studiów na Narodowym Uniwersytecie Pedagogicznym Kolumbii, ale historia pani Natalii za granicą nie skończyła się na nauce. W Bogocie kobieta poznała swojego przyszłego męża i ojca Ianko, Javiera. Po poznaniu nastąpiły uczucia, ślub, narodziny syna w 1994 roku i decyzja o pozostaniu w Kolumbii. Mimo że Natalia nie zapominała o Ukrainie – odwiedzała Ojczyznę i swoją rodzinę corocznie.
Początkowo kobieta podróżowała do Kijowa sama, a później zaczęła zabierać ze sobą również syna. Chłopiec po raz pierwszy odwiedził Ukrainę, gdy miał pięć lat. Oczywiście, kilkugodzinny lot z jednego kraju do drugiego razem z tak małym dzieckiem był bardzo trudny. Ale czy to powstrzymywało Natalię? Nie, ponieważ, jak wspominał w jednym ze swoich wywiadów sam Ianko, dla matki było bardzo ważne, żeby dzieci (oprócz syna, kobieta miała także córkę z pierwszego małżeństwa) nie tylko słowami wiedziały, że mają ukraińskie korzenie, ale także czuły to. Dlatego podczas każdej podróży do Ojczyzny zapoznawała ich z własną kulturą: zabierała do kijowskich świątyń, muzeów, wystaw, koncertów, itp. W końcu tak samo, jak kiedyś historia Natalii z nauką w Kolumbii przekształciła się w zmianę miejsca zamieszkania, znajomość Ianko z Ukrainą przerodziła się w całkowite zaangażowanie w nią.
A dokładniej w całkowite zaangażowanie nie tylko w nią, ale także we wszystkich ukraińskich. Tak chłopak jeszcze przed tym, zanim stało się to mainstreamem, zaczął nosić haftowane koszule (i nie tylko na święta, ale także na co dzień) i zaczął uczyć się języka. Czy nie najlepszymi nauczycielami ukraińskiego, wspomina Kolumbijczyk, były ludowe piosenki. Wtedy to zakochał się w nich i postanowił: podobne arcydzieła powinny być słuchane na całym świecie.
O stworzeniu zespołu „Los iankovers”

Nad stworzeniem własnego zespołu Ianko marzył od dzieciństwa. Podobnie jak od dzieciństwa pasjonował się twórczością ludową — początkowo tylko latynoamerykańską, a później także ukraińską. Dlatego jeszcze jako młody Peñafort marzył: kiedyś stworzy grupę, która będzie promować ukraińską muzykę w Kolumbii, a latynoamerykańską — na Ukrainie. Spoiler: udało mu się.
Rzeczywistą realizację młodzieńczego marzenia Ianko wsparli jego koledzy z uniwersytetu. W 2017 roku studenci Narodowego Uniwersytetu Kolumbijskiego po raz pierwszy odważyli się na krok, który faktycznie pomógł im zrozumieć, że mają być zespołem. Wtedy trzej chłopcy wyruszyli w pewnego rodzaju tournée po południowej Kolumbii i Ekwadorze, podczas którego występowali na ulicach miast z latynoamerykańskimi utworami. Ale podczas jednego z takich koncertów Ianko chciał zaśpiewać także po ukraińsku. Tak, wiedział, że obecni nie zrozumieją go, ale mimo wszystko poprosił przyjaciół o akompaniament podczas jego wykonania piosenki „Oryszko” zespołu „Mandry”. Ciarki przechodziły przez ciało zarówno słuchaczy, jak i uczestników zespołu. Prawdopodobnie ten dzień jest uważany za moment narodzin kolumbijsko-ukraińskiej sensacji „Los Iankovers”
Rodzynka zespołu „Los Iankovers”

Jasne jest, że od tamtego czasu aż do dzisiaj zespół „Los Iankovers” się zmienił: są bardziej znani, znają ich daleko poza Kolumbią. Ale mimo wszystko, pewne rzeczy w grupie pozostały takie same, jak kiedyś.
Jak opowiadał w jednym z wywiadów Ianko Peñafort, kiedyś, w czasie „trasy koncertowej” po Europie, zespół „Los Iankovers” przyjechał, mówiąc oględnie, z pustymi kieszeniami. Oczywiście, nie było środków na wynajem sali i urządzenie sceny. Co zrobili? Zaczęli śpiewać prosto na ulicy! Pierwszy taki koncert dali w Barcelonie. Słuchaczom ten format przypadł do gustu, uczestnikom zespołu także, dlatego nawet teraz, kiedy są pieniądze na wynajem sal, „Los Iankovers” nadal często śpiewają pod gołym niebem — na placach i ulicach różnych miast Europy i nie tylko.

Perłą takich ulicznych koncertów jest to, że najczęściej zespół wykonuje tylko ludowe utwory — ludowe utwory z Ameryki Łacińskiej, Europy Wschodniej i bezpośrednio z Ukrainy. Gdy z rodzimymi latynoamerykańskimi piosenkami wszystko jest jasne, to co z ukraińskimi? Jak sobie z nimi radzą Kolumbijczycy i Wenezuelka? W rzeczywistości jest to proste, ponieważ wokalista grupy Ianko, jak już wcześniej wspomniano, swobodnie posługuje się językiem ukraińskim, a inni uczestnicy albo interesują się kulturą kraju, albo uczą się jego języka, albo mają pewną historię z nim związana. Tak, na przykład wiolonczelistka „Los Iankovers” Isamar Fernandes, pochodząca z Wenezueli, straciła brata na Ukrainie, który wraz z ochotnikami z Włoch zginął podczas rosyjskiego ostrzału w 2022 roku. Dowiedziawszy się o wytrwałości naszego narodu nie z internetu, ale z opowieści swojej bliskiej osoby, dziewczyna, podobnie jak kiedyś Peñafort, zafascynowała się kulturą, językiem i piosenkami Ukrainy. Podobne zainteresowanie dzielą Ianko i Ismara oraz inni uczestnicy „Los Iankovers”, dlatego z repertuarem zespół nie ma problemu.
Koncert w Krakowie
Zrzut ekranu z koncertu opublikowanego na kanale YouTube „Nina — Ukraina”
Podobnie jak z organizacją swoich ulicznych koncertów. Przez lata działalności grupa zorganizowała ich tak wiele, że będzie trudno je zliczyć. Niemniej jednak, jednym z najbardziej atmosferycznych występów był prawdopodobnie koncert w Krakowie.
Odbył się on w 2023 roku, tradycyjnie dla „Los Iankovers” pod gołym niebem — na placu przed pomnikiem Adama Mickiewicza. Wtedy zgromadziło się tam wielu ludzi, naprawdę wielu. Prawdopodobnie dlatego, że wiedzieli, że będą mieli okazję posłuchać ludowych pieśni. Grupa wykonywała wówczas utwory ukraińskiego folkloru („Ай, доле моя, доле”, „Несе Галя воду”, „Ой у лузі червона калина”, „Чорна гора”, „Розпрягайте, хлопці, коней”, „Як тебе не любити, Києве мій”, „Гей, соколи”, „Чом ти не прийшов?”, „Україна переможе”), polskiego („Szła Dzieweczka”) oraz mieszankę ukraińskich ludowych i kolumbijskich piosenek („Калина-Калина” i „La Piragua”). Uliczny koncert trwał godzinę, i co ciekawe, przez całe te 60 minut tłum na placu Adama Mickiewicza był liczny, co świadczy o jednym: publiczność była zachwycona „Los Iankovers”.
Zakończył swój wówczas występ w Krakowie Ianko Bogdan Peñafort symbolicznie — wykonaniem Hymnu Państwowego Ukrainy. Symbolicznie, ponieważ wtedy marzeniem chłopca było nic innego, jak zwycięstwo Ojczyzny jego matki w wojnie z Rosją. Jak mówił w jednym ze swoich wywiadów, wierzy, że kiedyś przyjedzie ze swoją grupą do Ukrainy i będzie występować w każdym jej mieście — zarówno na Donbasie, jak i na Krymie.
Mamy nadzieję, że to życzenie Ianko zostanie spełnione tak samo, jak jego dawne marzenie o stworzeniu własnego zespołu, który będzie promował ukraińską muzykę w Kolumbii, a latynoamerykańską — na Ukrainie. Na razie „Los Iankovers” radzi sobie z postawionym zadaniem w 50%, ale wierzymy, że w najbliższej przyszłości zespół będzie tradycyjnie występował również na Ukrainie — tradycyjnie pod otwartym, pokojowym ukraińskim niebem.





